Bardzo często w dzisiejszych czasach słyszy się o przemocy. W głównej mierze bohaterem takich 'sensacji' jest mężczyzna, który podnosi rękę na żonę, partnerkę, znajomą lub zupełnie obcą kobietę. Damski bokser! Gdzie się taki urodził? Co on sobie myśli?! To przecież nie mężczyzna! Wymieniać możemy w nieskończoność. Gdybyśmy mogli również wymierzać kary, to myślę, że ukamienowanie znalazłoby się w czołówce wyroków ulicznych. Ale co w przypadku gdy sytuacja się odwraca? Co jeśli to kobieta podnosi rękę na mężczyznę? Oddać? Zignorować?
Byłam ostatnio świadkiem takiego incydentu. Kobieta po 30-tce przyszła ze znajomymi do lokalu. Po pewnym czasie zaczęła zaczepiać innych gości. Nie tylko słownie, bo a to kogoś szturchnęła, innego objęła itp. Pewien zaczepiony w ten sposób klient, jednak nie pałał entuzjazmem do takiego zachowania i dał jasny przekaz, iż nie życzy sobie, aby ktoś mu przeszkadzał, a tym bardziej dotykał. Kobiecina na owe słowa strasznie się oburzyła, krzycząc że nie wie najwyraźniej z kim ma do czynienia i ona osobiście takich cwaniaków nie lubi. Z racji, że całe zdarzenie poczynało zaciekawiać coraz więcej gapiów zaprosiła go przed lokal, na tzw. 'solo'. Chłopak grzecznie odmówił, za co został poczęstowany pięścią w twarz. Oczywiście odwetu nie było, ale kobieta została sprowadzona do pozycji bezpiecznej i w takiej pozostała do przyjazdu policji. Przez czas oczekiwania na służby leciały tylko bluzgi i groźby karalne wobec nieznajomego, którego zaatakowała. Przy przesłuchiwaniu jej przez funkcjonariuszy płakała i twierdziła, że została napadnięta i okradziona. Gdyby nie inni spożywający, obecni w lokalu, bogu ducha winny chłopak miałby problemy w obronie swoich racji.
Osobiście nie wiedziałabym co robić w takiej sytuacji i była ona dla mnie sporym zszokowaniem.
Jak Wy postrzegacie takie sytuacje? Byliście może świadkami podobnego zachowania ze strony kobiet? Co Waszym zdaniem powinien zrobić mężczyzna? Można uderzyć kobietę w obronie własnej?
