niedziela, 13 maja 2018

Też (mi) pytanie!

       Odpoczynek - rzecz święta, szczególnie wtedy, gdy następnego dnia musimy wytrwać cały dzień w pracy. Przeżyć tak, aby nie gryźć, nie warczeć dookoła i nie urazić przypadkiem klienta. Zwłaszcza w gastronomii, gdyż dzienna zmiana kelnera, kucharza czy barmana nie zamyka się w ośmiu godzinach pracy: śmiało można dołożyć kolejne pięć. Zasadniczo jestem osobą pozytywną, posiadam ogromne pokłady energii, optymizmu i uśmiechu. Jednak goście przebywający w lokalu potrafią w bardzo szybki sposób wyczerpać te zasoby w całości. Jak? Jednym celnym pytaniem, które zdołałoby wyprowadzić z równowagi nawet pomnik Syrenki Warszawskiej. Poniżej przedstawiam listę takich pytań, które na osoby w mojej branży działają jak płachta na byka. Jesteście ciekawi? Zaczynamy!


  1. Mogę piwo? - Nie! Jesteś przecież w barze, nie możesz piwa!
  2. Ile tu zarabiasz? - A co cię interesują moje zarobki? Zależy od tego twoje życie czy masz magiczny wpływ na moją podwyżkę?
  3. O której kończysz? Może wyskoczymy na piwo? - Człowieku, pracuję po 13 godzin dziennie w barze, piwa mam całe zaplecze!
  4. Co jest do jedzenia na szybko? - Wszystko, czego tylko zapragną Twoje wysublimowane kubki smakowe smakowe. Wrzucamy do mikrofali na 2 minuty i... voila! Bon appetit!
  5. Długo tu pracujesz? - Błagam! Jest inny zestaw pytań?
  6. Ze mną się pani nie napije? - Jakby ktoś nie zauważył to jestem w pracy. Jeden kieliszek nie wpłynie na mnie znacząco, ale w ciągu dnia takich propozycji mam kilkadziesiąt.
  7. Dlaczego tak drogo? - Bo piwo dzisiaj w cenie zboża. Trzeba było zwrócić uwagę na cenę w karcie pubu.
  8. Można rozdzielić rachunek? - Oczywiście, że tak! Przecież doskonale pamiętam, kto, co i ile czego wziął na rachunek z 10-cio osobowej grupy!
  9. A może jakiś rabacik? -No, sama nie wiem... Rachunek wynosi 10zł, więc może pan zapłaci 4zł, a ja dołożę resztę z własnej pensji?
  10. A co pani taka zmęczona? - A, haha, wydaje się tylko panu, ja to tak dla przyjemności urządzam sobie maratony pomiędzy stolikami, a w wolnej chwili podnoszę ciężary w postaci skrzynek z piwami i mam głowę pełną rozliczeń i zamówień gości. W ogóle nie jestem zmęczona! Haha.
       To lista tylko kilku pytań, które są notorycznie powielane w ciągu dnia (po setki razy). Post należy traktować z przymrużeniem oka i z dystansem. Nie powstał po to, aby kogoś obrazić. 


Udostępnij

piątek, 4 maja 2018

Gorącokrwisty 'gość' w lokalu. Jak sobie radzić?

       Życie, a w tym przypadku praca, nie zawsze jest usłana miłymi, życzliwymi i uśmiechniętymi klientami. Wiedzą to przede wszystkim osoby pracujące w gastronomii oraz ekspedienci za sklepową ladą. Standardy obsługi klienta to zazwyczaj sprawa firmy. Nieważne jednak jaki rodzaj pracy się wykonuje - pracownik powinien być na tyle elastyczny, aby zdołał dostosować się do oczekiwań gościa. Jednakże co w przypadku, gdy trafi nam się człowiek w gorącej wodzie kąpany? Co zrobić, jeśli konsument z każdym wypowiadanym przez siebie słowem podnosi tembr głosu? Oto klika wskazówek, dzięki którym przykry epizod nie będzie trwał w nieskończoność:


  1. W pierwszej kolejności: schowaj swoje uczucia najgłębiej jak to możliwe; wylewanie własnych emocji na tacę nic tu nie da, co najwyżej przedłuży całą tę niekomfortową sytuację.
  2. Pod żadnym pozorem nie podnoś głosu. Zadziałaj przeciwstawnie: im głośniejszy klient, tym bardziej staraj się mówić ciszej i ciszej i... ciszej.
  3. Nie daj się wyprowadzić z równowagi - awanturujący się osobnik tylko na to czeka.
  4. Mów krótkimi, lecz stanowczymi komunikatami - jeśli trzeba, powtórz je kilkukrotnie, zachowując jednak spokój.
  5. Cokolwiek by się nie działo - pozostań profesjonalistą. Odpuść sobie wulgaryzmy czy też niestosowne epitety; nie upodabniaj się do osoby, z którą właśnie musisz się forsować.
  6. Nie pokazuj tego, że się boisz, inaczej dasz awanturującemu się większą pewność siebie, co na pewno nie przyniesie Ci zadowalających rezultatów.
  7. Jeśli sytuacja jest 'do zniesienia' i nie wymaga wezwania odpowiednich służb, to nie strasz nimi delikwenta - to go rozjuszy.

        Wiadomo, że ile ludzi - tyle charakterów. To są podstawowe zachowania, które działają tylko (albo aż) w 80%. Zaczerpnięte z moich osobistych doświadczeń z branży gastronomicznej.

       A może i Was codziennie spotyka praca z klientem? Zdarzyły Wam się podobne, niemiłe sytuacje w miejscu pracy? A może po prostu macie inne sposoby na utemperowanie 'takiego gościa'? Chętnie poznam Waszą opinię na ten temat!




Udostępnij

wtorek, 1 maja 2018

Męski Bokser ???

       Bardzo często w dzisiejszych czasach słyszy się o przemocy. W głównej mierze bohaterem takich 'sensacji' jest mężczyzna, który podnosi rękę na żonę, partnerkę, znajomą lub zupełnie obcą kobietę. Damski bokser! Gdzie się taki urodził? Co on sobie myśli?! To przecież nie mężczyzna! Wymieniać możemy w nieskończoność. Gdybyśmy mogli również wymierzać kary, to myślę, że ukamienowanie znalazłoby się w czołówce wyroków ulicznych. Ale co w przypadku gdy sytuacja się odwraca? Co jeśli to kobieta podnosi rękę na mężczyznę? Oddać? Zignorować?

       Byłam ostatnio świadkiem takiego incydentu. Kobieta po 30-tce przyszła ze znajomymi do lokalu. Po pewnym czasie zaczęła zaczepiać innych gości. Nie tylko słownie, bo a to kogoś szturchnęła, innego objęła itp. Pewien zaczepiony w ten sposób klient, jednak nie pałał entuzjazmem do takiego zachowania i dał jasny przekaz, iż nie życzy sobie, aby ktoś mu przeszkadzał, a tym bardziej dotykał. Kobiecina na owe słowa strasznie się oburzyła, krzycząc że nie wie najwyraźniej z kim ma do czynienia i ona osobiście takich cwaniaków nie lubi. Z racji, że całe zdarzenie poczynało zaciekawiać coraz więcej gapiów zaprosiła go przed lokal, na tzw. 'solo'. Chłopak grzecznie odmówił, za co został poczęstowany pięścią w twarz. Oczywiście odwetu nie było, ale kobieta została sprowadzona do pozycji bezpiecznej i w takiej pozostała do przyjazdu policji. Przez czas oczekiwania na służby leciały tylko bluzgi i groźby karalne wobec nieznajomego, którego zaatakowała. Przy przesłuchiwaniu jej przez funkcjonariuszy płakała i twierdziła, że została napadnięta i okradziona. Gdyby nie inni spożywający, obecni w lokalu, bogu ducha winny chłopak miałby problemy w obronie swoich racji.


       Osobiście nie wiedziałabym co robić w takiej sytuacji i była ona dla mnie sporym zszokowaniem.

       Jak Wy postrzegacie takie sytuacje? Byliście może świadkami podobnego zachowania ze strony kobiet? Co Waszym zdaniem powinien zrobić mężczyzna? Można uderzyć kobietę w obronie własnej?


Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.